Zaczynam pisać blog…

Ciao!

Cieszę się, że postanowiłaś lub postanowiłeś wejść na mój blog i przeczytać to co napisałem.

Jestem winien wytłumaczenie i wyjaśnienie dlaczego w mojej głowie pojawiła się taka decyzja. Decyzja o dzieleniu się z Wami moimi przemyśleniami, pomysłami i pasjami. A to było tak…

Maksymalnie skracając opis czasu przed „Italią” mogę go opisać krótko. 17 lat pracowałem w firmie farmaceutycznej jako przedstawiciel medyczny. Z roku na rok byłem coraz mniej szczęśliwy. Myślę tu o szczęściu zawodowym. Poczuciu sensu, spełnienia, satysfakcji zawodowej. Tylko o tym, bo w życiu prywatnym – bajka. Mam Asię – dziewczynę (od 12 lat żonę) z którą jestem już 20 lat. Mam dwójkę wspaniałych dzieci Manię i Stasia. Mam rodziców, babcię, teściów, przyjaciół i znajomych. Mam piękny dom. Generalnie narzekanie w takiej sytuacji byłoby czymś dziwnym albo znakiem, że muszę zająć się swoim zdrowiem psychicznym. Miałem dwóch braci Piotrka i Michała. Niestety miałem dwóch, bo został mi już tylko jeden – Piotr. W kwietniu 2020 roku zmarł Michał. Najmłodszy z nas. Miał 25 lat.  Człowiek, z którym rozumieliśmy się bez słów. Spadło to na nas jak grom z jasnego nieba. Nagle i totalnie niespodziewanie a Michał był najjaśniejszą postacią w naszej rodzinie. takim Misiem. To był ból jakiego nie czułem nigdy wcześniej i mam nadzieję, że już nie poczuję. W tym samym roku w styczniu urodził się nasz Staś. Niestety z pierwszego roku jego życia niewiele pamiętam. Zapadłem się. Gdyby nie Asia… oj, nawet nie chcę myśleć. Pojawiła się depresja, stany lękowe, ataki paniki. Kto miał ten wiem, że nie da się z tym żyć. Trafiłem do lekarza psychiatry i równocześnie na psychoterapię. Kochani tutaj mój apel! NIE CZEKAJCIE! Ci ludzie uratowali mi życie. Farmakologia pomogła uspokoić ciało a psychoterapia krok po kroku rozpoczęła leczenie duszy. Udało mi się spotkać cudowną psycholożkę. Pomaga mi do tej pory. Wróciłem do życia, ale pojawił się nowy problem. Podczas terapii okazało się, że jestem wypalony zawodowo jak zużyta zapałka. Oprócz traumy i tragedii był to jeden z powodów mojego stanu zdrowia psychicznego. Przelało się. Pojawiła się zatem nowa, natrętna myśl – co dalej?

Lipiec 2022 – samotny wyjazd na rower w okolice Orvieto w Umbrii. Chłopakom nie chciało się jechać a ja stwierdziłem, że w sumie samotna przejażdżka dobrze mi zrobi. Obowiązkowa przerwa na trasie na kawę i cornetto i bum. Siedziałem przy stoliku przed barem. Przede mną zawieszone na skałach przepiękne Orvieto a pod nim lokalne centrum ogrodnicze. Morze śródziemnomorskiej roślinności i przecudowny kąt z włoską terakotą. Normalnie jak olśnienie. Dar od Boga i głos w głowie – „będziesz sprzedawać w Polsce oryginalną, ręcznie robioną, włoską terakotę”. W drodze do domu pobiłem chyba rekord świata w jeździe na rowerze. Po południu byliśmy już tam z Asią i dzieciakami wybierając donice do domu. Przedstawiłem Asi swój plan i usłyszałem – „OK! Chcę, żebyś był szczęśliwy”.

Wróciliśmy do Polski i zacząłem działać. Wysłałem chyba pięćdziesiąt maili do producentów terakoty i otrzymałem powalającą liczbę 3 odpowiedzi. Dwie firmy postawiły mi warunki, których na dzień dobry nie mogłem spełnić i ostatnia od Sary i Alessio – „zapraszamy! zamówisz ile chcesz, zobaczysz czy Ci się podoba”. W sierpniu byliśmy u nich i zostaliśmy razem do dziś.

A później już poszło. na początku równolegle z pracą bo trudno jakoś tak łatwo zrezygnować z comiesięcznej, pewnej pensji i socjalu. O samochodzie nie wspomnę. Tylko, że wypalenie dalej się pogłębiało i trudno było złapać ZEN. Czułem, że albo skoczę na główkę w „Italię” albo dalej będę się babrał w błocie. Znowu wchodzi w tym momencie Asia. Dawaj, zostaw prace i zacznij spełniać marzenie. Jestem z Tobą, poradzimy sobie… i skoczyłem…

Marzec 2025 – otwarcie sklepu internetowego www.italiawogeodzie.pl….

Tak to mniej więcej wyglądało… Chciałem tą historią rozpocząć swoja przygodę z „blogowaniem” ale obiecuję. Nie będzie tylko prywaty, nie będzie tylko za smutno, nie będzie tylko reklamowo… będzie wszystko – tak jak mnie najdzie.

Dziękuję, że jesteście.

Mateusz